Za

wiedzą dowódcy frontu, Rennenkampf zamiast doprowadzić do koordynacji poczynań obu armii rosyjskich podjął marsz w kierunku Königsbergu (Kaliningrad), oddalając się tym samym od 2. Armii. Zorientowawszy się w błędzie dowództwa rosyjskiego, Niemcy całością sił wystąpili, przeciwko Samsonowowi. W dniach od 26 do 31 sierpnia armia niemiecka odniosła nad nim miażdżące zwycięstwo w bitwie stoczonej na wschód od Tannenberga (Stębark), gdzie oskrzydliła i całkowicie zniszczyła 2. Armię. Mając informacje o toczącej się bitwie, gen. Rennenkampf nawet nie podjął próby przyjścia z pomocą 2. Armii
i wycofał się za Niemen. W obliczu klęski gen. Samsonow popełnił samobójstwo, zaś kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy rosyjskich trafiło do niewoli.
Tydzień później, pomiędzy 5 a 15 września Niemcy rozbili 1. Armię gen. Rennenkampfa podczas bitwy nad jeziorami mazurskimi. Jej resztki wycofały się za Niemen oddając pole nieprzyjacielowi. W sumie w walkach Rosjanie stracili około 200 tysięcy żołnierzy, co było klęską bez precedensu w dotychczasowej historii wojen toczonych przez Imperium.
W wyniku obu tych sukcesów gen. Hindenburg i odtąd nieodłącznie kojarzący się z nim gen. Ludendorff okrzyknięci zostali bohaterami narodowymi. Kreacja ta potrzebna była niemieckiej propagandzie dla podtrzymania w społeczeństwie gasnących nastrojów prowojennych.
Niemcy nie przypuszczali, iż Rosjanie – utraciwszy tak znaczną część swoich sił zbrojnych – będą w stanie w ciągu najbliższych miesięcy odbudować swoje siły militarne, nie mówiąc już o przejściu do ofensywy. Tymczasem podjęta przez siły niemieckie ofensywa w kierunku Warszawy i Dęblina, mimo początkowych sukcesów, uległa załamaniu. Opór wojsk rosyjskich okazał się zaskakująco skuteczny. Niemcy wraz z wojskami austro–węgierskimi zmuszeni zostali do wycofania się pobliże granicy Śląska, starając się jak najszybciej i jak najdalej oderwać od atakujących wojsk rosyjskich. Ponadto pomiędzy niemieckim a austro–węgierskim naczelnym dowództwem dochodziło do konfliktów, których podłożem było podejście do formy odwrotu. Niemcy podczas swojego odwrotu starali się jak mogli unikać niepotrzebnych walk z Rosjanami, natomiast Austriacy starali się powstrzymać Rosjan tak, aby nie dopuścić do ich wtargnięcia, przez Karpaty, na swoje terytorium i w ten sposób zachować jakiś autorytet przed niemieckimi sojusznikami. Tymczasem po dokonaniu odwrotu wojska niemieckie na Ziemi Łódzkiej osiągnęły rubież Miechów – Łask – Uniejów będącą jednocześnie najdalszym zasięgiem, na tym terenie, armii rosyjskiej podczas I wojny światowej. Front, co prawda ustabilizował się, ale – jak się wkrótce okazało – nie na długo. Rosjanie – o czym informował OKH sprawny wywiad – niespodziewanie podjęli przygotowania do nowego uderzenia którego celem było wkroczenie w granice Niemiec.
Sytuacja militarna, jaka wytworzyła się w wyniku załamania operacji warszawsko – dęblińskiej potencjalnie groziła więc, zaangażowanej ze zmiennym powodzeniem na Zachodzie armii kajzerowskiej, dużym niebezpieczeństwem.
Niemcy w przygotowaniach do wystąpienia zbrojnego zakładali, iż w pierwszych miesiącach wojny Front Wschodni będzie drugorzędny w stosunku do ich strategicznych operacji militarnych na Zachodzie. Planowali, że dopiero po pokonaniu Francji skierują się wszystkimi swymi siłami przeciwko Rosji. Nie przewidzieli więc powstałego we wrześniu – październiku zagrożenia wtargnięcia "rosyjskiego walca parowego" na swoje terytorium. Aby temu zapobiec – jak pisze Hindenburg – "zapada ostateczne rozstrzygnięcie o naszym nowym przedsięwzięciu, a raczej zamierzenia przyjmują ostateczny kształt".
1 listopada 1914 r. utworzone zostaje Naczelne Dowództwo "Wschód" (Oberkomando der Ostfront, Ober – Ost) z siedzibą w Poznaniu. Objął je gen. Hindenburg, mając za szefa sztabu gen. Ludendorffa, który w kolejnych miesiącach faktycznie miał dowodzić wszystkimi operacjami na Wschodzie.
Ober – Ost od początku swojego istnienia posiadało stosunkowo niezależną pozycję wobec OKH, co pozwalało mu znacznie szybciej reagować na różne skomplikowane sytuacje, do których dochodziło na froncie wschodnim.
Niemcy z przejętych 3 listopada sztabowych depesz iskrowych, których Rosjanie często nie szyfrowali z braku dostatecznej ilości wyszkolonej kadry, dowiedzieli się o szczegółach wyżej wspomnianego rosyjskiego planu wtargnięcia w głąb Rzeszy. Ta drogą uzyskano też kolejną wiadomość, iż rosyjska ofensywa na Zachód musi zostać odroczona z powodu trudności w uzupełnieniu stanów i zaopatrzenia wojsk w sprzęt. W tym stanie rzeczy gen. Hindenburg, zdając sobie sprawę z braku dostatecznej ilości potrzebnego czasu przejęta depesza sugerowała, iż potrzebne uzupełnienie może nadejść w każdej chwili ), za radą gen. Ludendorffa postanowił wzmocnić front, błyskawicznie przerzucając z terenów Śląska w rejon Torunia i Inowrocławia utworzoną 15 września 9. Armię niemiecką. Dowodził nią od 1 listopada gen. August von Mackenzen, mając pod swymi rozkazami 11 dywizji piechoty i 5 dywizji kawalerii, co dawało łączną liczbę 143 tysięcy żołnierzy i 22 500 szabel. Jej zadaniem było niespodziewanie uderzyć od strony Torunia na prawą flankę oraz tyły wojsk rosyjskich.
Natomiast na granicy ze Śląskiem w rejonie Częstochowy została skoncentrowana 2. Armia austro – węgierska pod dowództwem gen. Remusa von Woyrscha w sile dwóch korpusów – IV. i XII. (łącznie 4 dywizje). Po wzmocnieniu dodatkowym dwudywizyjnym korpusem kawalerii, gen. Woyrsch otrzymał zadanie zajęcia odcinka nad kolanem Warty, skierowanym na Radomsko i Piotrków.
Ponieważ ani Hindenburg ani Ludendorff, gdy przygotowywali swój plan nie konsultowali go ze swoim sojusznikiem austriacki szef sztabu Conrad von Hötzendorf został zmuszony do podporządkowania swoich działań stronie niemieckiej. Dlatego 2. Armia, według jego zamysłów, miała wypełnić lukę powstałą na skutek przeniesienia 9. Armii w rejon Torunia, utrzymywać łączność z armią niemiecką oraz wykonać głębokie uderzenie na flanki i tyły, przygotowywujących się do ataku na Poznań, 2. i 5. Armii.
Jednocześnie z załóg twierdz Wrocławia i Poznania utworzono dwa korpusy forteczne: "Wrocław" pod dowództwem gen. Wilhelma von Mengesa w sile 18 tysięcy żołnierzy, ześrodkowany w Kępnie i "Poznań" pod dowództwem gen. Fritza Kocha von Herrenhausena w sile 23 tysięcy żołnierzy, ześrodkowany w rejonie Kalisza. Dodatkowo wzmocniono je oddziałami Landwehry i Landsturmu. Ich pełną gotowość bojową wyznaczono na 16 listopada.
Plan gen. Hindenburga zakładał rozwinięcie grupy kilkunastu dywizji przygotowanej na pozycjach wyjściowych na linii Łowicz – Łęczyca – Dąbie do flankowego uderzenia w kierunku na Tomaszów Mazowiecki i Piotrków Trybunalski. Aby przeprowadzić swój zamiar, gen. Hindenburg dokonał następującego przegrupowania wojsk:
"a) I rezerwowy i XXV rezerwowy korpus – z rejonu Torunia przez Włocławek na Łowicz.
b) I kawaleryjski korpus, XX korpus i 3 rezerwowa gwardyjska dywizja z rejonu Inowrocławia przez Kutno w rejon Bzury – Łowicza – Łęczycy.
c) XVII korpus – z rejonu Gniezna przez Sampolno w rejon Łęczycy.
d) XI korpus – z rejonu Wrześni przez Koło w kierunku na Dębie".
W grupie tej było łącznie 11 dywizji piechoty i 2 dywizje kawaleryjskie, czyli 70 % wszystkich sił 9. Armii. Dodatkowo wzmocniono ją III. korpusem kawalerii i korpusami "Poznań" i "Wrocław". Ponadto korpusom "Poznań" i "Wrocław" rozkazano związać od frontu rosyjską 5. Armię.
Ponadto, celem odciągnięcia Rosjan od kierunku mławskiego, z Prus Wschodnich przerzucono korpus "Zastrow" pod dowództwem gen. Ernesta von Zastrow (mający podlegać bezpośrednio Naczelnemu Dowództwu "Wschód"). Wzmocniono go dwudywizyjnym
II. korpusem kawalerii (2. i 4. dywizja). Grupa ta miała atakować w kierunku na Modlin
i Pułtusk.
Na tym odcinku frontu gdzie miało dojść do bitwy, która do historii przeszła jako Operacja Łódzka, Niemcy mieli przeciwko sobie trzy armie rosyjskie podporządkowane dowództwu Frontu Północno – Zachodniego, na którego czele stał generał Nikołaj Ruzski.
W skład tego frontu wchodziły:
 Armia pod dowództwem gen. Rennenkampfa, ze sztabem
w Jabłonnej, w sile czterech korpusów zgrupowanych pomiędzy Włocławkiem
i Kutnem (V korpus syberyjski), w Płocku (część VI. korpusu syberyjskiego) i na północ od Wisły (pozostała część VI. korpusu wraz z I. korpusem turkiestańskim).
W sumie było to 8 dywizji piechoty, liczących – według stanu na 12 listopada – 113 084 żołnierzy, 1 553 oficerów oraz 3 dywizje jazdy, liczące 8 076 szabel i 241 oficerów wspomaganych przez 263 karabiny maszynowe i 350 dział różnego kalibru. Łącznie w szeregach 1. Armii walczyło około 123 tysięcy żołnierzy i oficerów.
 2. Armia odbudowana od podstaw po klęsce w Prusach Wschodnich, dowodzona przez generała Siergieja Scheidemanna. Jej sztab znajdował się początkowo
w Skierniewicach, a następnie w Łodzi. Obszar działania 2. Armii miał obejmować teren od Kłodawy do Dłutowa. W jej skład wchodziło 5 korpusów ( I., II., IV., XXIII.
i II. syberyjski) w ogólnej sile 11 dywizji piechoty oraz jednego (I.) kawaleryjskiego korpusu w sile 3 dywizji kawalerii, wzmocnionych przez jedną kaukaską dywizję kawalerii pod dowództwem gen. K. Charpentiera. Według stanu na 14 listopada,
2. Armia przedstawiała sobą siłę 137 745 żołnierzy i 1 847 oficerów oraz 10 985 szabel i 477 oficerów. Ponadto dysponowała 353 karabinami maszynowymi oraz 507 działami różnego kalibru.
Kolejną armią rosyjską, która miała wziąć udział w Operacji Łódzkiej była:
 5. Armia pod dowództwem generała Pawła Plehwego. Jej sztab znajdował się
w Tomaszowie Mazowieckim. W skład 5. Armii wchodziły 3 korpusy (V., XIX. oraz
I. korpus syberyjski) w sile 6 dywizji piechoty i 1,5 dywizji kawalerii, co dawało jej – według stanu na 14 listopada – siłę 83 067 żołnierzy i 1 054 oficerów oraz 4 205 szabel i 113 oficerów. Dodatkowo wzmacniało ją 178 karabinów maszynowych oraz
282 działa. Jej obszar działania obejmował teren od miejscowości Baby do Przedborza.
Tak więc zgromadzone na potrzeby Operacji Łódzkiej siły rosyjskie liczyły około 362,5 tysiąca ludzi pod bronią, żołnierzy i oficerów ( por. mapa nr 1 i 2 ).
Porównanie sił obu armii, liczone tylko w stanach osobowych, zdecydowanie na korzyść strony rosyjskiej.
Zadania, jakie przedstawiono przed trzema rosyjskimi armiami,
w związku z zamiarem wtargnięcia na terytorium II Rzeszy, przedstawiały się następująco:
1. Armia stacjonująca pomiędzy 2. a nowo sformowaną 10. Armią rosyjską (ta ostatnia otrzymała za zadanie zaatakować Prusy Wschodnie, bronione przez słabą 8. Armię niemiecką) miała przy współpracy z przesuwającą się od wschodu 10. Armią pomóc tej ostatniej w zajęciu od południa i południowego-wschodu terenu Prus Wschodnich, a także ubezpieczać kierunek na Warszawę po obu brzegach Wisły. W wypadku niemieckiego ataku z rejonu Torunia i Poznania, na prawą flankę
2. Armii, miała udzielić tej ostatniej wsparcia.
Natomiast Armiom 2. i 5. postawiono tylko ogólne zadania. Mimo usilnego nalegania Francuzów, dla których bardziej liczył się kierunek zachodni (w październiku ruszyła ofensywa niemiecka we Flandrii), miały one zaatakować na froncie Poznań – Opole, celem opanowania ważnych strategicznie terenów Śląska.
Z przedstawionych planów można się zorientować, iż dla rosyjskiego najwyższego dowództwa, przegrupowanie niemieckiej 9. Armii z terenów Śląska na północ w rejon Torunia, pozostało tajemnicą. W przededniu "Operacji Łódzkiej" nadal uważało ono, iż armia ta znajduje się gdzieś w rejonie Częstochowy zaś na północy znajdują się dwie dywizje.
Ataku tego chciano dokonać pomimo ogromnych braków w zaopatrzeniu, uzbrojeniu oraz niepełnych stanów osobowych w poszczególnych jednostkach.
Na przykładzie raportu z 6 listopada 1914 r. dowódcy Frontu Południowo – Zachodniego generała Nikołaja Iwanowa do Głównodowodzącego można przyjąć, iż podobna sytuacja miała miejsce także w armiach Frontu Północno–Zachodniego: "według doniesień Radko Dimitrijewa z 21 października (3 listopada – PM) w każdym z pułków
3. Armii pozostało od 1 200 do 1 500 żołnierzy, a w wojskach generała Aleksieja Brusiłowa, które walczyły przez czas dłuższy, od 24 – 25 dni, składy niektórych pułków zmniejszyły się jeszcze bardziej. Tak na przykład w 60–tej dywizji braki w składzie osobowym wynoszą 11 000 żołnierzy. Procentowy skład oficerów wynosi tylko 30 % etatowego składu. Większość korpusu oficerskiego w chwili obecnej składa się z chorążych. Są też pułki w których z całego składu oficerskiego zostało zaledwie dwóch".
Ponadto tuż przed samą operacją rosyjskie Naczelne Dowództwo postanowiło przeprowadzić reorganizację struktury lekkiej artylerii. Odtąd zamiast 8 dział w baterii pozostało ich 6, przy czym liczba samych baterii pozostała niezmieniona. Po przeprowadzeniu takiej reorganizacji liczba dział w rosyjskich dywizjach była dwukrotnie mniejsza niż
w niemieckich i wynosiła od 36 do 72, co wywołało zrozumiałe niezadowolenie wśród rosyjskiej kadry dowódczej, gdyż osłabiało to w naturalny sposób wartość bojową poszczególnych jednostek.
Doceniając skalę zagrożenia, jakie wytworzyło się na froncie wschodnim, gen. Ludendorff – mając pełne poparcie gen. Hindenburga – opracował memorandum, które 7 listopada skierował do Naczelnego Dowództwa (OKH). Postulował w nim, by punkt ciężkości operacji wojskowych przesunięty został na Wschód, a przynajmniej, by nastąpiło wzmocnienie oddziałów walczących na Wschodzie o kilka kolejnych korpusów ściągniętych z Zachodu.
W opinii szefa Sztabu Generalnego armii niemieckiej gen. Eryka von Falkenhayna do takiego przerzucenia wojsk niemieckich pomiędzy głównymi frontami wojny – zachodnim i wschodnim – dojść mogłoby najwcześniej za 6 tygodni. Tyle czasu gen. Hindenburg nie mógł czekać, a więc zmuszony został do podjęcia ofensywy tymi siłami, jakimi dysponował.
Pomimo rosyjskiej przewagi w ludziach, to jednak uznać należy, iż w przededniu "Operacji Łódzkiej" militarna przewaga była po stronie niemieckiej. Niemcy dysponowali lepszym zaopatrzeniem materiałowym i możliwością lepszego uzupełnienia rekruta ( wszak znajdowali się bliżej swoich baz zaopatrzeniowych ) lecz przede wszystkim mieli doskonałe rozpoznanie w ruchach przeciwnika, które potrafili odpowiednio spożytkować bezlitośnie wykorzystując każdy błąd przeciwnika.
Do pierwszych starć w "Operacji Łódzkiej" doszło w środę 11 listopada 1914 r. Wówczas to, w godzinach porannych wojska niemieckie w okolicach Włocławka zaatakowały zaskoczone i rozciągnięte na znaczne odległości jednostki przeciwnika.
Po ruchach wojsk niemieckich dowódca V. Korpusu syberyjskiego gen. Sidorinow zorientował się, iż ma do czynienia z jakąś większą akcją przeciwnika, o trudnych do rozpoznania rozmiarach. Oceniając, iż ma przed sobą przeważające siły przeciwnika, zarządził w godzinach wieczornych powolny odwrót. Oddziały ustępującego Korpusu rozproszył na głównych drogach, by po ich zebraniu i uporządkowaniu spróbować obrony na linii Włocławek – Krośniewice. Wybierając tą rubież obrony liczył na szybką pomoc stacjonującego w Płocku VI. Korpusu syberyjskiego pod dowództwem generała F. N. Wasiljewa. Jednakże dowódca V. Korpusu syberyjskiego nie wiedział, iż – wbrew jego przypuszczeniom – w Płocku nie było mostu. Przeprawa na lewy brzeg Wisły VI. Korpusu syberyjskiego miała się rozpocząć dopiero dzień później i odbywać za pomocą promów, co znacznie wydłużało czas jej trwania.
O tym jak wyglądała przeprawa VI. Korpusu syberyjskiego niech świadczy następujący meldunek z 15 listopada: "Statków – promów do godziny 13oo 13 listopada było wszystkiego dwa, po tym czasie ich ilość zwiększyła się do pięciu, ale jednocześnie promy nr 4 i 5 nie pracowały ani minuty, jednocześnie nr 3 pracował tylko 5 godzin zaś nr 2 pracował przez 32 godziny i jeden prom przez 20 godzin; całkowicie nie pracowały przez 8 godzin. Do tego dochodziły co chwila uszkodzenia, a naprawy trwały bardzo wolno. Kapitanami tych promów byli starsi szeregowcy i szeregowcy".
W tym samym dniu, w którym Rosjanie rozpoczynali przeprawę promową wojska niemieckie nie zwalniały tempa ataku i 12 listopada atakowały Włocławek. W wyniku krwawych walk, które toczyły się o każdy dom i każdą ulicę miasto zostało przez Niemców zdobyte.
Była to pierwsze z szeregu niepowodzeń jakie spotkały Rosjan w Operacji Łódzkiej. Przez następne dni Rosjanie stracili Kutno, Łęczycę oraz szereg innych miast. Walki toczone pomiędzy 11 a 17 listopada 1914 roku można śmiało nazwać "Pierwszym Blitzkriegiem na Wschodzie". To właśnie pierwsze sześć dni zmagań pokazują szybki postęp wojsk niemieckich, którym w przeciągu tak krótkiego czasu udało się, pomimo fatalnego stanu dróg, w zwycięskich walkach dojść do przedmieść Łodzi.
To właśnie walki toczone w okolicach Miasta, a zwłaszcza wydarzenia rozgrywające się na jego południowych rogatkach, są najbardziej znane w historii.
Walki toczone pod miastem i o samą Łódź od 18 do 26 listopada miały decydujący wpływ na to, iż to ostatnie większe miasto na drodze do Warszawy miało do końca wojny znaleźć się pod niemieckim panowaniem.
Do najsłynniejszych walk podczas Operacji Łódzkiej doszło na południe od Miasta.
To tutaj wykluła się późniejsza legenda jej uczestnika dowódcy 3. Dywizji gwardyjskiej gen. Karla Litzmanna.
18 listopada był pierwszym dniem starć, które można nazwać "Bitwą o Łódź". Walki toczone pod miastem i o samą Łódź od 18 do 26 listopada miały według mnie decydujący wpływ na to, iż to ostatnie większe miasto na drodze do Warszawy miało do końca wojny znaleźć się pod niemieckim panowaniem.
Dowódca niemieckiej 9. Armii planował na 18 listopada operację mającą uniemożliwić Rosjanom odwrót na wschód i zniszczenie ich sił znajdujących się pod Łodzią. Zamierzał dokonać dwustronnego oskrzydlenia jednostek rosyjskich, od strony Brzezin i Sieradza. Nie posiadając żadnych rezerw, dowództwo 9. Armii do ochrony swoich flank postanowiło wydzielić jedną dywizję z I. Korpusu kawalerii i skierować ją na Głowno, aby ta ubezpieczała manewr oskrzydlający oraz dokonała wypadu na Skierniewice. Gen. Mackensen sądził, iż tam właśnie znajduje się kwatera główna rosyjskiej 2. Armii. Ponadto zdobycie Skierniewic przecinało strategiczne linie kolejowe Łowicz – Warszawa i Skierniewice – Warszawa. Natomiast XX. razem z XXV. Korpusem rezerwowym miał atakować w kierunku południowym i tam we współpracy z 3. Dywizją gwardyjską zająć Brzeziny. Ponadto XI. Korpus miał przesuwać się na wschód, wydzielając jedną dywizję, która miała nacierać na południe od Neru – w kierunku Pabianic.
Dowódca I. Korpusu kawalerii, zgodnie z otrzymanym rozkazem, wysłał jedną dywizję w kierunku Głowna, zaś drugą do Dmosina. Celem dokładnego zorientowania się w sytuacji obydwie dywizje wysłały oddziały zwiadowcze – w kierunku na Bolimów oraz w kierunku Skierniewic. Liczono się z możliwością ewentualnego zajęcia tego ostatniego miasta.
Jednakże w wyniku skutecznej obrony rosyjskich pułków znajdujących się na stacji Płyćwia oraz w rejonie Skierniewic żadnemu z niemieckich oddziałów nie udało się zrealizować wyznaczonych zadań. W tych okolicznościach atak na Skierniewice został odłożony do rana 19 listopada.
Generał Scheffer uznał za celowe, by konnica przesuwała się na południe. Dlatego dywizji atakującej na Dmosin polecono działać dalej w tym właśnie kierunku, z zadaniem zajęcia węzła kolejowego Koluszki. Wiedząc, iż do Koluszek zbliżają się oddziały niemieckie, administracja stacji uciekła. Dywizja wydzielona z I. Korpusu kawalerii, mogąca powstrzymać nacierającego przeciwnika, zrobiła to samo. Wycofała się na Jeżów pod wątpliwym pretekstem konieczności chronienia rozlokowanych tam obozów. W rezultacie o godzinie 16 – tej Niemcy bez większego trudu zajęli stację, przerywając tym samym łączność pomiędzy 2. Armią i Sztabem Frontu. Pod wieczór niemiecka dywizja kawalerii doszła do rejonu Karpin – Rokiciny.
Tymczasem rosyjski "Odział Krauze", którego nazwa wzięła się od nazwiska dowódcy skierował się na Stryków. Rankiem 18 listopada zajął linię Poćwiardówka – Dobieszków. Przed sobą miał niemiecki XX. Korpus, który w nocy z 17 na 18 listopada zajął Stryków i o świcie skierował się na Nowosolną, gdzie spotkał 3. Dywizję gwardyjską.
Wobec olbrzymiej przewagi Niemców, dowódca II. Korpusu syberyjskiego postanowił nie atakować, lecz wytrwać na zajmowanych pozycjach do momentu nadejścia jednostek I. Korpusu.
O świcie na pozycje, na których był rozwinięty "Odział Krauze" uderzyły jednostki niemieckiego XX. Korpusu, 3. Dywizja gwardyjska i jedna dywizja z XXV. Korpusu rezerwowego. Pomimo znacznej przewagi przeciwnika, jednostkom rosyjskim udało się powstrzymywać natarcie aż do godziny 14 – tej, poczym rozpoczęły odwrót w kierunku Łodzi. Pod Małczewem na wykrwawione jednostki "Oddziału Krauze" ponownie uderzyła niemiecka 3. Dywizja gwardyjska niszcząc je całkowicie. Niedobitki oddziału schroniły się w Gałkowie.
Dywizje I. Korpusu, które mogły rozpocząć atak przez Poćwiardówkę na Głowno, aby tym samym wspomóc "Odział Krauze", podjęły go zbyt późno. Posuwały się wolno dwoma kolumnami przez Bedoń, gdzie jedna z nich pod wieczór zatrzymała się 4 kilometry od Małczewa, i Nowosolnej, a druga stoczyła trwający do nocy bój ze znajdującymi się tam jednostkami XX. Korpusu.
Tymczasem jednostki niemieckiego XXV. Korpusu rezerwowego, po rozbiciu "Oddziału Krauze", wyruszyły w kierunku Brzezin. Jednakże zatarasowanie dróg przez XX. Korpus zmusiło je do przemarszu w kierunku na Głowno, Wolę Cyrrusową i Niesiułków (3. Dywizja gwardyjska). Około południa jednostki niemieckiego XX. Korpusu zajęły Brzeziny.
Pod koniec pierwszego dnia "Bitwy o Łódź", dowództwo niemieckie błędnie oceniało wytworzoną w ciągu całego dnia sytuację militarną. Otóż gen. Mackensen opierając się na meldunkach dowódcy XI. Korpusu, który uważał, iż jego dywizje w ciągu następnego dnia zajmą Pabianice i przeprowadzą rekonesans w kierunku Łodzi oraz posiłkując się też napływającymi od dowódcy I. Korpusu kawalerii meldunkami, w których twierdził, iż Rosjanie wycofują się na Łowicz i Skierniewice o godzinie 1830 wydał kolejne rozkazy.
XXV. Korpus rezerwowy wraz z 3. Dywizją gwardyjską miały osiągnąć rubież Bukowiec – Będków; XX. Korpus otrzymał polecenie obsadzenia frontu na odcinku Bukowiec – Widzew, a po jego osiągnięciu starać się zająć linię Łódź – Mąkoszyn – Tomaszów Mazowiecki; jedna z dywizji XVII. Korpusu miała opanować linię Aniołów – Retkinia; druga, współpracując z III. Korpusem kawalerii i Korpusem "Poznań", miała atakować w kierunku Pabianic; I. Korpus kawalerii, po połączeniu się z III. Korpusem kawalerii, miał atakować w kierunku na Piotrków Trybunalski.
Działania 19 listopada rozpoczęły się przy lekkim mrozie i mglistej pogodzie. Dodatkowym utrudnieniem była trwająca do południa zawieja śnieżna. W takich warunkach jednostki niemieckiego XXV. Korpusu rezerwowego, pozbawione przez cały dzień łączności
z 9. Armią, przesuwały się z północnego – wschodu na południe. Celem zabezpieczenia ataku w kierunku południowym, dowódca niemieckiego Korpusu skierował w stronę Woli Rakowej 3. Dywizję gwardyjską zaś jedną dywizję z I. Korpusu kawalerii na Piotrków Trybunalski. Ta po wyruszeniu z Borowa, próbowała przejść Miazgę, lecz na skutek rosyjskiego oporu zmieniła kierunek marszu na Baby i Wolborz na Rokiciny. Przechodząc przez Wolborz dywizji tej udało się przerwać łączność pomiędzy sztabem 5. Armii a Sztabem Frontu.
Natomiast jedna z dywizji niemieckiego XXV. Korpusu rezerwowego przeszła w ciągu całego dnia 34 kilometry, osiągając Szynczyce. W okolicach Głuchowa i Kruszowa zamknęła wojskom rosyjskim drogę prowadzącą z Łodzi na Piotrków Trybunalski. Niemcom udało się także zamknąć przejścia na Wolborze, w okolicach młyna Ruta. Druga dywizja XXV. Korpusu rezerwowego zajęła kwaterunek w rejonie Łaznów – Będków. Pod wieczór 19 listopada cały Korpus osiągnął rejon Monkoszyn – Będków.
Druga dywizja z I. Korpusu kawalerii otrzymała rozkaz atakowania w kierunku Piotrkowa Trybunalskiego. Zaniepokojony tym manewrem jej dowódca zdecydował jednak, by w Brzezinach wstrzymać przemarsz i czekać na potwierdzenie rozkazu dowództwa Korpusu przez dowództwo armii. Przednie jednostki tej dywizji próbowały nieskutecznie zdobyć Skierniewice.
Tymczasem szczątki jednostek które pozostały z "Oddziału Krauze" opuściły Gałków. Zostały podporządkowane dowództwu I. Korpusu i skierowane w okolice Janowa i pod Wiskitno.
Niemiecka 3. Dywizja gwardyjska maszerując podczas silnej zawieruchy odparła dwa silne ataki rosyjskie. Jej dowódca gen. Litzmann skierował straż przednią na Bedoń, gdzie miała przekroczyć Miazgę i dokonawszy rozpoznania w Woli Rakowej dołączyć do dywizji.
Z pozostałą częścią swoich jednostek wyruszył przez Borowo na Karpin.
W połowie drogi okazało się, iż zachodni (lewy) brzeg Miazgi został silnie obsadzony przez jednostki rosyjskiego I. Korpusu. Dopiero po walce na bagnety wojska niemieckie pod wieczór zdobyły brzeg rzeki i w nocy zajęły Wolę Rakową. Natomiast jednostkom niemieckiej straży przedniej po zaciekłych walkach z Rosjanami udało się zepchnąć ich do Bedonia, ale samej miejscowości nie zdołały zdobyć.
Także dywizje niemieckiego XX. Korpusu toczyły walki jednostkami I. Korpusu rosyjskiego, na północ od Nowosolnej. Znajdującym się na lewym brzegu Miazgi Rosjanom udało się zbliżyć od strony Brzezin do prawej flanki II. Korpusu syberyjskiego i wspólnie
z nim walczyć przeciwko jednostkom niemieckim. Jednak Niemcy, atakując na całym froncie od Nowosolnej i Wiączynia do Bedonia, zdołali od strony Brzezin obejść lewą flankę I. Korpusu i zaatakować głębokie tyły Rosjan. Ich uderzenie od strony Gałkowa i Borowie okazało się skuteczne. Do wieczora wojska niemieckie zajęły rejon Brzeziny – Koluszki – Gałówek.
Pomimo tak zmasowanego niemieckiego ataku, jednostkom rosyjskim udało się w większości pozostać na zajmowanych pozycjach.
Kolejny dzień walk, piątek 20 listopada miał przynieść dalsze pogorszenie sytuacji wojsk rosyjskich. Tego dnia wojska niemieckie zamierzały dokonać oskrzydlenia i całkowitego zniszczenia wojsk rosyjskich, zanim te dokonają kontruderzenia od strony Łowicza i Skierniewic. Dojście do skutku takiego uderzenia całkowicie sparaliżowałoby od wschodu niemiecką akcję. Nad ranem niemiecki XXV. Korpus rezerwowy obszedł głęboko od strony Andrespola prawą flankę rosyjskiej 2. Armii i znalazł się na linii Wola Rakowa – Baby.
O jego obecności w tym rejonie ani dowództwo 2. Armii, ani też dowództwo 5 Armii nie zdawało sobie sprawy.
Zarazem tego dnia rozgorzały ciężkie walki na innych odcinkach frontu. Niemiecka 3. Dywizja gwardyjska wraz z XX. Korpusem od wschodu i południa atakowały rosyjski I. Korpus.
Prawą flankę 2. Armii na styku z 5. Armią zabezpieczały mniejsze jednostki wojsk rosyjskich. Tymczasem dowództwo niemieckiej 9. Armii uzyskało informacje o wsparciu jednostek 2. Armii przez oddziały z lewej flanki 5. Armii. Wiedziano także
o przerwaniu łączności pomiędzy sztabami obydwóch armii rosyjskich a sztabem frontu, oraz o przesunięciu I. Korpusu kawalerii na front Rzgów – Tuszyn. Wydano rozkaz, by XVII., XX. oraz XXV. Korpus rezerwowy rozpoczęły energiczny atak.
Rosjanie, nie zdając sobie sprawy z obecności wojsk niemieckich w rejonie Wola Rakowa i Głuchowa, postanowili wzmocnić prawą flankę 2. Armii. W tym celu skierowali w ten rejon XXIII. Korpus, którego dowództwo otrzymało rozkaz obsadzić rubież Ruda – Piaskowa Góra i z niej powstrzymać nacierającego na Łódź przeciwnika.
Sztab 5. Armii po utracie łączności z sąsiednią armią oraz sztabem frontu postanowił działać na własną rękę i przesunąć swoje pozycje w pobliże Łasku. Jednostki 5. Armii miały atakować przeciwnika w sposób uniemożliwiający mu okrążenie 2. Armii: I. Korpus syberyjski w kierunku Konstantynów – Lutomiersk, zaś XIX. Korpus – w kierunku Wrzeszczewice – Młyńsko. Natomiast jedna dywizja z V. Korpusu następowała przez Tuszyn i Rzgów na Wiskitno, by następnie przejść pod rozkazy dowództwa 2. Armii.
Oczekując na pojawienie się Rosjan z kierunku Piotrkowa Trybunalskiego gen. Scheffer rozkazał, aby jedna dywizja z XXV. Korpusu rezerwowego stworzyła zasłonę od strony miasta. Korzystając z niej inna dywizja tego Korpusu miała wykonać główne uderzenie – przez Tuszyn na Pabianice. Rolę rezerwy pełniła stacjonująca w Brzezinach dywizja I. Korpusu kawalerii.
Dowódca dywizji z V. Korpusu, któremu powierzono atak na Wiskitno, uznał, iż przy obiecanym wsparciu dywizji z rosyjskiego I. Korpusu kawalerii uda mu się odepchnąć wojska niemieckie. Do wyjaśnienia sytuacji postanowił więc zająć korzystną dla kontruderzenia pozycję pod Podolinem. W trakcie tej dyslokacji został zaatakowany przez dywizję niemieckiego XXV. Korpusu rezerwowego. Niemcy przeważali, ale nie udało im się całkowicie rozbić Rosjan. Pod wieczór cofające się wojska rosyjskie ustabilizowały swoje pozycje obsadzając linię Baby – Głuchów. Ich dowództwo nie zorientowało się, iż w samym Głuchowie stacjonuje druga dywizja XXV. Korpusu rezerwowego, szykująca się do ataku na Pabianice.
Także Korpus niemiecki nie zdawał sobie sprawy z nadejścia nowych sił rosyjskich. Przystąpił do ataku w kierunku na Tuszyn, z zamiarem połączenia się pod Pabianicami z atakującymi z zachodu jednostkami III. Korpusu kawalerii.
Widząc, iż na południe od Łodzi sytuacja pogarszała się z godziny na godzinę, 19 listopada gen. Scheidemann rozkazał, by zdziesiątkowany "Oddział Krauze" zajął pozycję na wschód od Rzgowa. I. Korpus kawalerii z rana 20 listopada wyszedł ze Zduńskiej Woli i przebijając się przez zapchane uciekinierami drogi ruszył w kierunku na Rzgów, by wspomóc walczące tam rosyjskie jednostki.
"Oddział Krauze" wczesnym rankiem, tuż po zajęciu nowych stanowisk, został zaatakowany przez wojska niemieckie i zmuszony do odwrotu w kierunku Starowej Góry. Wysłana mu na pomoc dywizja z I. Korpusu kawalerii natknęła się na niemieckie jednostki
i do wieczora toczyła z nimi bój.
Na wschód od Łodzi niemiecki XX. Korpus rozpoczął manewr, którego celem było całkowite rozgromienie I. Korpusu znajdującego się na prawej flance 2. Armii i zajmującego front Andrespol – Dąbrowa. Powodzenie tego manewru było niezbędne aby podjąć skuteczną próbę bezpośredniego uderzenia na Łódź. Bój rozpoczął się wczesnym rankiem, atakiem Niemców na Feliksin, gdyż zajęcie tej wsi zabezpieczało niemiecki Korpus przed możliwością okrążenia od południa. Niemcy dowiedziawszy się, iż jakieś rosyjskie jednostki przeszły rzekę Mrogę, co bezpośrednio zagrażało ich tyłom, przyspieszyli uderzenie na Andrespol. Udało się im doprowadzić do cofnięcia Rosjan, ale ze względu na szczupłość użytych do akcji sił nie byli w stanie zająć samej miejscowości. W wyniku zaciekłych walk na bagnety zdołali jedynie opanować wieś Nowosolna.
Także wojska niemieckie były znużone przeciągającymi się walkami i utraciły wiele ze swej sprawności bojowej. Mimo jednoznacznego rozkazu gen. Mackensena, zajmujące 25 kilometrowy odcinek frontu XI. i XVII. Korpus nie były w stanie wykonać "silnego uderzenia" na Łódź.
Dowództwo 2. Armii dowiedziawszy się ze sztabu frontu o przejściu przez rzekę Mrogę oddziałów rosyjskich (był nim "Oddział Łowicki") rozpoczęło atak w kierunku Strykowa siłami stacjonującego w rejonie Łagiewniki – Stoki IV. Korpusu syberyjskiego oraz zajmującego pozycję Radogoszcz – Nikołajew IV. Korpusu. Ta próba ofensywy zakończyła się niepowodzeniem, w dużym stopniu na skutek kunktatorstwa dowódców obydwóch Korpusów, obawiających się iż przeciwnik – któremu udało się zająć Brzeziny – przejdzie do kontruderzenia. Rosyjskie jednostki powróciły na poprzednie pozycje.
Kolejny dzień walk przyniósł wyjaśnienie sytuacji militarnej na całym froncie rosyjsko – niemieckim. Rosjanie zorientowali się, iż obejście prawej flanki 2. Armii zagraża Łodzi od południa, zaś atak wojsk niemieckich na 5. Armię uzmysłowił rosyjskiemu dowództwu, iż także jedyna droga kolejowa, z i do Warszawy, jest poważnie zagrożona.
"Natomiast Niemcom nie tylko nie udało się doprowadzić wojsk rosyjskich do katastrofy, co planował gen. Hindenburg, lecz sami byli atakowani przez Rosjan na wszystkich stronach".
21 listopada był dziesiątym dniem walk. W ich dotychczasowym wyniku Niemcom – mimo dysponowania mniejszą liczbą żołnierza – udało się zająć Włocławek, Płock oraz Kutno, a także doprowadzić do niemal całkowitego okrążenia Łodzi i rosyjskiej 2. Armii. Na podstawie przechwyconych depesz dowództwo niemieckie potrafiło wyrobić sobie właściwą ocenę trudnej sytuacji, w jakiej znajdowała się armia, której pokonanie było jego głównym celem. Dawało to realną nadzieję na szybkie zdobycie Łodzi oraz zniszczenie zaangażowanych w jej bezpośrednią obronę wojsk rosyjskich.
Nie oznacza to jednakże, że strona niemiecka nie miała problemów z właściwym rozpoznaniem sytuacji operacyjnej, czy też orientacją w ruchach własnych wojsk. Przykładowo, nad ranem 21 listopada dowództwo niemieckiej 9. Armii nie posiadało żadnych informacji o działaniach swoich wojsk na południowy – wschód od Łodzi. Raczej domyślano się, niż wiedziano, iż 3. Dywizja gwardyjska "utknęła" pod Bedoniem, zaś XXV. Korpus rezerwowy znajduje się na wschód od Andrespola.
Tymczasem Rosjanie, lepiej zorientowani w sytuacji, zdawali sobie sprawę z zagrożenia, jakie istniało na południe od Łodzi. Nie mając dostatecznych sił w tym rejonie, z rezerw II. syberyjskiego i IV. Korpusu, walczących na północ od miasta, utworzono oddział mający powstrzymać w rejonie Rudy ewentualny atak niemiecki. Taka była geneza "Oddziału Karałułowa", w skład którego weszły dwa bataliony 159. pułku, jeden batalion 20. syberyjskiego pułku, syberyjskie pułki 13. i 14., pięć baterii z 30. i 40. pułku syberyjskiej 5. Dywizji oraz jedna rota z 3. Dywizji gwardyjskiej.
Także i w dowództwie 5 Armii zdawano sobie sprawę, w jak trudnej sytuacji znalazła się 2. Armia. Starając się zabezpieczyć łączność pomiędzy nimi, dowództwo 5. Armii rozkazało, aby I. Korpus syberyjski działał w ścisłej współpracy z 2. Armią, nie dopuszczając do obejścia (rozbicia) jej prawej flanki.
Walki jakie prowadziła dywizja z XXV. Korpusu rezerwowego pod Rzgowem zmusiły gen. Scheffera do zmiany planów. Postanowił on, iż od południa za zabezpieczenie Korpusu odpowiadać będzie jedna dywizja z I. Korpusu kawalerii, zaś cały XXV. Korpus rezerwowy przejmie na siebie główny ciężar walk. Gen. Scheffer liczył także, iż niemiecki XX. Korpus wyśle jakieś jednostki w kierunku Strykowa, aby w ten sposób zabezpieczyć będące w ofensywie wojska niemieckie przed atakiem z tego kierunku. Jednakże dowódca XX. Korpusu dążący do ostatecznego zniszczenia I. Korpusu rosyjskiego nie był w stanie wydzielić na ten cel nawet pododdziału. W zaistniałej sytuacji przejście przez XXV. Korpus rezerwowy do ofensywy było obarczone dużym ryzykiem. Jednakże jego dowództwo postanowiło je podjąć.
O świcie, na południe od Łodzi rozpoczął się atak jednej z dywizji XXV. Korpusu rezerwowego, podzielonej na dwie kolumny: lewo - i prawoskrzydłową.
Prawoskrzydłowa kolumna zaatakowała Starową Górę, bronioną przez resztki "Oddziału Krauze". Niemcy atakowali z płaskiego terenu zaś Rosjanie bronili się na znajdujących się tam pagórkach. W wyniku zaciekłych walk wieś została zdobyta, zaś "Oddział Krauze" zmuszony został do odwrotu. Rosjanie wycofali się na Chojny, w pobliże Wiskitna.
Bojąc się utraty Chojen, rosyjskie dowództwo translokowało z Pabianic w ten rejon jedną dywizję z I. Korpusu syberyjskiego. Od tego momentu Korpus ten nie walczył już jako spójna jednostka; jego poszczególne dywizje przyporządkowane zostały dowódcom różnych korpusów. Translokowanej dywizji udało się, wykorzystując pagórkowaty teren, powstrzymać w rejonie Gadki Starej atakujących Niemców.
Natomiast niemiecka lewoskrzydłowa kolumna została powstrzymana pod Gospodarzem. Drogę zagrodziły jej pozostała część wspomnianej dywizji z I. Korpusu syberyjskiego oraz "Odział Karałułowa". Pod wieczór Rosjanie zajęli rubież Prawda – Ruda.
W wyniku walk, pomiędzy obydwiema kolumnami wytworzyła się niebezpieczna, dwukilometrowa luka. Dopiero pod koniec dnia udało się ją zlikwidować jednostkami tyłowymi.
Wobec groźnej sytuacji, jaka wytworzyła się na froncie atakującej dywizji, dowództwo udzieliło jej wsparcia w postaci drugiej dywizji z XXV. Korpusu rezerwowego. Jej wymarsz w godzinach porannych z Czarnocina na Tuszyn i dalej na północ uszedł uwagi rozpoznaniu dywizji rosyjskiego V. Korpusu. Dopiero koło południa rozpoczęła ona atak od strony Piotrkowa Trybunalskiego, starając się połączyć z będącą w ofensywie dywizją rosyjskiego I. Korpusu kawalerii. Pod wieczór, w ślad za drugą dywizją XXV. Korpusu rezerwowego, dotarła ona pod Tuszyn.
Odejście z Czarnocina dywizji XXV. Korpusu rezerwowego postawiło w trudnej sytuacji dywizję z niemieckiego I. Korpusu kawalerii. Wycofała się ona na północ,
w rejon Dalkowa i po drodze podejmując nieudaną próbę zdobycia Dłutowa. Na skutek zbyt dużego przemęczenia koni nie powiódł się także zamiar wykorzystania jej jako ubezpieczenia południowego skrzydła XXV. Korpusu rezerwowego.
Wykorzystując odwrót wojsk niemieckich, rosyjskie dowództwo przesunęło – przez Piotrków Trybunalski, w kierunku na Będków – jeden korpus z 4. Armii. Chciano w ten sposób, poprzez atak na linię Tuszyn – Rzgów, wspomóc atakujące rosyjskie jednostki. Tymczasem na wschód od Łodzi walczyła, podzielona na dwie brygady, 3. Dywizja gwardyjska gen. Litzmanna. Jedna z jej brygad pod Bedoniem zajęła swoim prawym skrzydłem Wiśniową Górę, zmuszając do odwrotu w kierunku Feliksina wojska rosyjskie,
a następnie po nawiązaniu kontaktu z drugą dywizją I Korpusu kawalerii rozpoczęła nieudaną próbę zdobycia wsi.
Natomiast druga brygada atakując od strony Tadzin – Grodzisko, w kierunku na Wiskitno i dalej na Olechów, została powstrzymana przez stacjonujące na Chojnach resztki "Oddziału Krauze". Jednakże jednej z jej kolumn, która pozostała niezauważona przez Rosjan, udało się poprzez Górki Stare, Kowalszczyznę i Dąbrowę osiągnąć Zarzew i ostrzelać Łódź. Wkrótce, na skutek silnego przeciwnatarcia rosyjskiego została ona zmuszona do odwrotu na wcześniej zajmowane pozycje.
Rosyjskie dowództwo widząc ruchy wojsk przeciwnika sądziło, iż Niemcy rozpoczęli prawą kolumną XX. Korpusu obchodzenie jednostek I. Korpusu rozlokowanego na linii Olechów – Wiączyń – Stoki. Była to ocena nietrafna, bowiem jednostki niemieckie próbowały zająć Nowosolną.
Poranek 22 listopada uzmysłowił dowódcy XXV. Korpusu rezerwowego gen. Schefferowi, iż zdobycie przezeń Łodzi nie jest sprawą znacznie bardziej skomplikowaną, niż przypuszczał poprzedniego dnia.
Wydane przez niemieckie dowództwo rozkazy wyraźnie pokazują, iż utraciło ono nadzieję na to, iż XXV. Korpus rezerwowy połączy się z III. Korpusem kawalerii i przy jego pomocy zdobędzie miasto. Dlatego rozkazano, aby jedna z dywizji I. Korpusu kawalerii zabezpieczała niemieckie tyły od południa, zaś 3. Dywizja gwardyjska i druga z dywizji I. Korpusu kawalerii natarły wszystkimi swymi siłami na Chojny i Olechów. Wraz z XX. Korpusem miała zniszczyć Rosjan na wschód od Łodzi. Bojąc się walk ulicznych, mogących przynieść duże straty w ludziach, niemieckie dowództwo zakazało wprowadzania do miasta piechoty.
Natomiast XXV. Korpus rezerwowy otrzymał rozkaz, by zajmując umocnione pozycje (okopując się) pod Rzgowem uniemożliwił przerwanie przez Rosjan niemieckich pozycji w kierunku południowo – wschodnim.
Doceniając, a nawet przeceniając zagrożenie ze strony wojsk niemieckich, rosyjskie dowództwo podjęło decyzję o utworzeniu na kierunku południowo – wschodnim większej siły uderzeniowej. Do I. Korpusu kawalerii dodało jedną dywizję, tworząc w ten sposób trzydywizyjną jednostkę. Korpus ten, znajdujący się w rejonie Tuszyna i Bab, stwarzał samą swoją obecnością duże zagrożenie dla tyłów wojsk niemieckich. Jednakże rozciągnięcie na bardzo szerokim froncie powodowało, iż jego użycie nie gwarantowało sukcesu.
Rozkazy wydane w tym dniu w godzinach porannych dowodzą, iż rosyjskie dowództwo nie miało dostatecznego rozeznania w wytworzonej sytuacji, a w konsekwencji wydawało nie do końca przemyślane dyspozycje. Jednej z dywizji z I. Korpusu syberyjskiego polecono podjęcie wyraźnie przekraczającej jej siły próby odepchnięcia znacznie silniejszego przeciwnika na wschód. I. Korpus kawalerii wraz z jedną dywizją z V. Korpusu miał atakować od południa, w kierunku Tuszyn – Rzgów. "Oddział Karakułowa" otrzymał zadanie niedopuszczenia do tego, aby wojska niemieckie weszły od południowego – wschodu do Łodzi; miał zarazem wspomagać dywizję I. Korpusu syberyjskiego.
Dopiero rozkazy ze Sztabu Frontu uściśliły dyspozycje wydane przez Sztab Armii. Zgodnie z nimi I. Korpus kawalerii i jedna dywizja z V. Korpusu atakując na linii Tuszyn – Rzgów miały zmusić wojska niemieckie do odwrotu w kierunku północno – wschodnim. Współdziałająca z nimi 5. Dońska dywizja kozaków otrzymała rozkaz ubezpieczania tyłów 5. Armii oraz zapewnienia łączność pomiędzy 5. i 4. Armią.
Okazało się jednakże, iż I. Korpus kawalerii nie zdoła w pełni zrealizować postawionego mu zadania. Operując na bardzo szerokim froncie nie był w stanie ześrodkować w jednym miejscu wystarczających sił, tak aby móc przełamać opór wojsk niemieckich. Poprzestał na udzieleniu niewielkiego wsparcia dywizji z V. Korpusu, której udało się zająć nad ranem 22 listopada Tuszyn, broniony przez jednostki XXV. Korpusu rezerwowego.
W Tuszynie znajdował się szpital z rosyjskimi rannymi oraz cała intendentura. Następnie dywizja ta przystąpiła do ataku w kierunku Rzgowa i Wiskitna, co znacznie polepszyło sytuację tej dywizji I. Korpusu syberyjskiego, która znajdowała się na linii Starowa Góra – Guzie – Prawda. Dywizja ta atakowała w kierunku Rzgowa i zajęła go do południa 22 listopada. Jej dwa pułki, obchodząc od południa wojska niemieckiego XXV. Korpusu rezerwowego, nawiązały łączność z dywizją V. Korpusu.
Celem poprawy pozycji atakującej na Rzgów dywizji z I Korpusu syberyjskiego dowództwo 2 Armii rozkazało udzielić jej wsparcia przez "Oddział Karakułowa".
Walki, jakie toczyły się na południe i południowy – wschód od Łodzi, w rejonie Tuszyna i Rzgowa spowodowały, iż dowódca niemieckiego XXV. Korpusu rezerwowego zaczął przygotowywać plan wyprowadzenia wojsk z coraz bardziej zaciskającego się okrążenia. Będąc odcięty od jednostek niemieckiego XX. Korpusu i posiadając tylko łączność radiową zdecydował, iż główny ciężar walk 22 listopada weźmie na siebie 3. Dywizja gwardyjska zaś pozostałe jednostki przejdą do obrony. Około południa, gdy Rosjanie atakowali Tuszyn i Rzgów, dywizja przystąpiła do ataku na Wiskitno i dalej na Olechów broniony przez rosyjski I. Korpus, zajmujący pozycje na rubieży Olechów – Wiączyń – Stoki. W wyniku całodziennych walk lewemu skrzydłu 3. Dywizji udało się opanować zachodnią część Olechowa i wysunąć oddziały przednie w kierunku na Augustów, gdzie zostały powstrzymane przez Rosjan.
Natomiast prawemu skrzydłu 3. Dywizji, wspartemu przez dywizję z I. Korpusu kawalerii, nie udało się zdobyć wschodniej części Olechowa. Pod wieczór jej skrzydło zajęło linę od Andrespola do Olechowa. Natomiast Niemcom, w wyniku całodziennych walk, udało się zająć Feliksin.
Noc z 22 na 23 listopada miała przynieść jedną z najciekawszych taktycznych akcji, jakie przeprowadzono w "Operacji Łódzkiej". Otóż osaczonym ze wszystkich stron w Brzezinach siłom niemieckim udało się "pod nosem" Rosjan wydostać z okrążenia. To wydarzenie przeszło do historii jako: "Wyjście Grupy Scheffera spod Brzezin".
Trudna sytuacja w jakiej znalazły się jednostki XXV. Korpusu rezerwowego i 3. Dywizja gwardyjska skłoniła ich obu dowódców do podjęcia manewru oderwania się od nieprzyjaciela i połączenie z jednostkami XX. Korpusu, walczącymi na północ od nich,
w okolicach Brzezin. O godzinie 2030 gen. Mackensen rozkazał, aby możliwie niepostrzeżenie XXV. Korpus rezerwowy opuścił zajmowany odcinek frontu, ruszył drogą, którą przyszedł i zaatakował Rosjan znajdujących się na tyłach XX. Korpusu. Jednostki XXV. Korpusu rezerwowego miały poruszać się podzielone na dwie części. Pierwsza z dywizji miała wyruszyć o godzinie 21 przez Kalinko– Wardzyń – Kurowice – Karpin do Woli Łaznowskiej i ubezpieczać po obu brzegach Miazgi przejście reszty Korpusu. Natomiast druga z dywizji XXV. Korpusu rezerwowego powinna wyruszyć o godzinie 22 i posuwać się po drodze Rzgów – Wola Rakowa – Karpin – Borowo – Przanowice – Brzeziny. I. Korpus kawalerii miał ubezpieczać przejście jednostek XXV. Korpusu rezerwowego od południa, zachodu i wschodu. Kolumnę marszową miała zamykać 3. Dywizja gwardyjska, posuwając się wschodnim brzegiem Miazgi i zamykając odcinek Bedoń – Karpin. W rozkazie polecano zabranie ze sobą rannych oraz jeńców, co niewątpliwie znacznie komplikowało maskowanie manewru, jak i jego realizację.
Zadanie było wyjątkowo skomplikowane. Zarówno ludzie jak i zwierzęta byli skrajnie zmęczeni nieustannymi trzydniowymi walkami. Pozbawieni od trzech dni gorących posiłków żołnierze i wygłodniałe z braku furażu konie mieli przemknąć się w pobliżu rosyjskich pozycji w nocy, w głębokim śniegu, przy temperaturze, które osiągnęła tej nocy –10oC.
Wymarsz poszczególnych jednostek nastąpił w nocy z 22 na 23 listopada z dwugodzinnym opóźnieniem, co spowodowało powstanie zatorów na drogach. Jednakże, pomimo tych trudności, jednostkom niemieckim udało się realizować rozkazy. Dywizja
z I. Korpusu kawalerii zajęła rejon Dalkowa i przystąpiła do ubezpieczania przemarszu wojsk niemieckich z południa. Natomiast druga z dywizji kawalerii zajęła linię Rokiciny – Michałów – Teodorów i osłaniała od wschodu odwrót niemiecki. Jedna z dywizji z XXV. Korpusu rezerwowego około godziny 4 nad ranem osiągnęła Borowo, zaś druga – skrycie oderwawszy się od rosyjskich jednostek I. syberyjskiego i V. Korpusu – pomiędzy godziną 8 a 9 rano przeprawiła się przez Miazgę i skierowała do Woli Łaznowskiej.
Natomiast 3. Dywizja gwardyjska, ażeby ułatwić przemarsz, została podzielona na dwie kolumny marszowe, które wyruszyły około godziny 3 nad ranem z Feliksina i Andrespola, by po przekroczeniu pod Bukowcem zamarzniętej Miazgi, zająć pozycję pod Zieloną Górą. Tam doszło do starcia z Rosjanami. W trakcie toczonych walk w taborach niemieckich doszło do wybuchu paniki. Sytuację opanowano dzięki pomocy dywizji z I. Korpusu kawalerii, która zmusiła do odwrotu atakujących Rosjan. Opanowanie sytuacji pozwoliło na utrzymanie zajętych pozycji aż do przybycia drugiej kolumny.
W tym samym czasie wymaszerowała, poruszając się za pierwszą, także druga kolumna 3. Dywizji gwardyjskiej. Podobnie jak poprzednia, pod Bukowcem przekroczyła Miazgę i na wieść o znajdujących się w pobliżu Rosjanach zajęła pozycje pod Wardzyniem. Tam, o godzinie 6 rano nawiązała z nimi styczność bojową. W wyniku zaciekłych walk Niemcom udało się jej powstrzymać podjęty przez wojska rosyjskie atak. Następnie, po otrzymaniu nowych rozkazów, kolumna ta około godziny 14 połączyła się pod Zieloną Górą z pierwszą kolumną.
Niemiecki XX. Korpus, otrzymał od gen. Mackensena rozkaz zbliżenia się do oddziałów XXV. Korpusu rezerwowego. W nocy z 22 na 23 listopada przesunął się na linię Stryków – Moskuliki.
Odejście jednostek niemieckiego XX. Korpusu na nową rubież, choć odbywało się w odległości 2 kilometrów od rosyjskich pozycji, pozostało nie zauważone przez ich jednostki. Świadczyć to może zarówno o sprawności niemieckiego manewru, oczywistych błędach w ubezpieczeniu wojsk rosyjskich, jak i ich skrajnym zmęczeniu.
Wojskom niemieckim udało się wyjść z okrążenia dzięki umiejętnej taktyce. Do tego sprzyjało im szczęście, bowiem w godzinach porannych 23 listopada pojawiła się mgła, która zasłoniła przed Rosjanami ich odwrót.
Udane oderwanie się wojsk niemieckich od Rosjan pozwoliło na dalszą realizację planu gen. Mackensena, czyli – ataku na Brzeziny. Aby go wykonać gen. Scheffer wydał następujące rozkazy dla XXV Korpusu rezerwowego i I Korpusu kawalerii; jedna z dywizji XXV. Korpusu rezerwowego swoim prawym skrzydłem miała ruszyć do natarcia wzdłuż toru kolejowego, a lewym – drogą przez Chrusty Stare do Żakowic; druga z dywizji tego Korpusu miała nacierać wzdłuż drogi Zielona Góra – Gałków; 3. Dywizji gwardyjskiej rozkazano nacierać z Bukowca na Gałków; jedna dywizja z I. Korpusu kawalerii otrzymała zadanie ubezpieczania tego ataku od południa; druga dywizja tego Korpusu – jego ubezpieczania od wschodu. Każda z jednostek otrzymała duży margines samodzielności, z zastrzeżeniem, by w chwili zagrożenia którejś z sąsiednich jednostek pośpieszyła jej z pomocą.
Także i tutaj Niemcom dopisywało szczęście, gdyż na trasie przemarszu wojsk XXV. Korpusu rezerwowego i I. Korpusu kawalerii znajdowała się zaledwie jedna dywizja z "Oddziału Maksymowicza".
W sztabie rosyjskiej 5. Armii oceniono sytuację, w jakiej znalazły się oddziały niemieckie, jako trudną. Na tej podstawie przygotowano plan ich całkowitego zniszczenia. Opracowywano go zakładając, iż wszystkie jednostki niemieckie pozostawały na wcześniej rozpoznanych pozycjach. Żaden bowiem z rosyjskich oddziałów znajdujących się w tamtym rejonie nie meldował o ruchach nieprzyjaciela.
Za główny kierunek ataku przyjęto północny – wschód. W ten sposób niszcząc przeciwnika jednocześnie zlikwidowano by niebezpieczeństwo zagrożenia przez Niemców tyłów 2. Armii. Zadanie to miała wykonać jedna dywizja z I. Korpusu syberyjskiego, korzystając z pomocy dotychczasowych jednostek rosyjskich biorących udział w walce z niemieckim XXV. Korpusem rezerwowym. Inna dywizja z V. Korpusu miała przeciwdziałać ewentualnej próbie okrążenia lewej flanki 5. Armii. Do realizacji planu jednakże nie doszło, gdy późnym rankiem zauważono odejście jednostek niemieckich. Dopiero wówczas, gdy nieprzyjaciel miał kilka godzin przewagi, skierowano do pościgu za nim "Odział Krauze", "Oddział Karakułow" oraz dywizję z I. Korpusu syberyjskiego. Ich wolny marsz trasą odwrotu przeciwnika nie rokował większych szans na powodzenie pościgu.
W chwili zakończenia przygotowywania planu rozbicia niemieckich jednostek, do dowództw 1., 2. i 5. Armii dotarły rozkazy gen. Plehwe, by wszystkie trzy armie, w nocy z 23 na 24 listopada, rozpoczęły przesuwanie się na linię Iłów – Łowicz – Skierniewice – Tomaszów Mazowiecki. Równało się to utracie Łodzi, a zarazem stawiało w bardzo trudnej sytuacji walczące na południu 4. i 9. Armię rosyjską. Rozkaz ten wprawił w konsternację dowództwo 2. i 5. Armii, które znalazło się w sytuacji konieczności wypełnienia polecenia przełożonych i odstąpienia od skutecznej obrony miasta, mimo przekonania o dużych szansach jego utrzymania.
Gen. Rennenkampf znając rozkaz gen. Plehwego postanowił go zignorować. Po przybyciu do sztabu II. Korpusu 1. Armii rozkazał, by ten przystąpił do ataku i zajął linię Zgierz – Widzew – Rzgów. Nastąpił atak, w którego rezultacie jedna z dywizji zdobyła Białą. Tym samym II. Korpus znalazł się w niewielkiej odległości od Zgierza, a tym samym – tyłów niemieckiego XVII. Korpusu. Powodzenie to miało jednakże charakter przejściowy, bowiem przybyłe do niemieckiego XX. Korpusu posiłki pozwoliły Niemcom na przeprowadzenie kontrataku i odzyskanie Białej.
Widząc, iż wszystkie próby zbliżenia się do Łodzi kończą się niepowodzeniem, dowództwo rosyjskiego II. Korpusu zwróciło się z prośbą o wsparcie do sztabu I. Korpusu. Nie czekając na jego reakcję, druga z dywizji II. Korpusu podjęła przygotowania do ataku na Nowosolną. W ich trakcie nawiązano kontakt ze strażą przednią I. Korpusu, ustanawiając bezpośrednią łączność z 2. Armią. Wraz z podjęciem ataku przez II. Korpus, do ofensywy na Zelgoszcz przystąpiła także jedna z dywizji IV. Korpusu, ale próby zdobycia miejscowości zakończyły się niepowodzeniem. Natomiast rosyjska 63. Dywizja z "Oddziału Łowickiego" zaatakowała Andrespol, dostając się pod ogień własnej artylerii (I. Korpusu). Po wyjaśnieniu nieporozumienia dywizja ta pomaszerowała przez Andrespol na Olechów, gdzie jej zwiad natknął się na Niemców posuwających się w kierunku Bukowic. Sztab dywizji pozyskał prawdopodobnie informację, iż dywizja z "Oddziału Maksymowicza" toczy walki z oddziałami niemieckimi, ale nie podjął żadnych działań by ją wspomóc.
W warunkach odwrotu wojsk niemieckich, dywizja z "Oddziału Maksymowicza" przystąpiła do ataku i starła się z dywizją z XXV. Korpusu rezerwowego. W wyniku zaciekłych walk Niemcom udało się zmusić prawą flankę Rosjan do odwrotu w kierunku Gałkówka. Natomiast lewa kolumna dywizji, korzystając z pomocy jednej z dywizji I. Korpusu kawalerii, przełamała wojska niemieckie i zajęła Borowo. W sytuacji, jaka się wytworzyła, dowódca XXV. Korpusu rezerwowego skierował do walki drugą z dywizji, która przybyła na miejsce walk dopiero późnym popołudniem i do nastania nocy nie odnotowała większych sukcesów.
Aby powstrzymać atak drugiej dywizji z XXV. Korpusu rezerwowego, rosyjskie dowództwo rzuciło do walki wszystkie posiadane rezerwy. Obsadziły one pod Koluszkami linię równoległą do torów kolejowych i aż do nastania ciemności broniły się przed przeważającymi siłami wroga.
Podczas tych walk jednostkom niemieckim udało się zająć Augustów i Widzew, jednakże ich dalszy atak w kierunku miasta został przez Rosjan powstrzymany.
Sztab rosyjskiego I. Korpusu kawalerii, nie otrzymawszy ze szczebla armii nowych rozkazów, postanowił działać na "własną rękę". Z doniesień zwiadu wiedziano o tym, iż Niemcy przemaszerowali przez Karpin. Przyjęto więc założenie, iż wojska niemieckie dyslokują się na wschód. W związku z tym dwu dywizjom Korpusu polecono flankowo zaatakować na linii Dalków – Wardzyń. W tym czasie trzecia z dywizji I. Korpusu miała powstrzymywać niemieckie ataki ze wschodu oraz zapewniać łączność
z konnicą 1. Armii.
Zgodnie z otrzymanymi rozkazami, przygotowywujące się do ataku dwie dywizje wysłały zwiady. Mimo mgły rozpoznały one tabory wojsk niemieckich poruszające się po drodze Karpin – Brójce. Mając tak łatwy cel artyleria rosyjska otworzyła ogień, który spowodował tak wielką panikę wśród Niemców, iż dopiero osobiste przybycie gen. Scheffera pozwoliło zaprowadzić porządek w szeregach. Jednocześnie Scheffer skierował do walki przeciwko wojskom rosyjskim jedną dywizję z I. Korpusu kawalerii oraz straże tylne z dywizji XXV. Korpusu rezerwowego.
W trakcie boju dowództwo rosyjskiego I. Korpusu kawalerii otrzymało rozkaz od
gen. Plehwego o zarządzonym odwrocie trzech rosyjskich armii na wschód. Ponieważ w tym momencie oderwanie się od nieprzyjaciela nie wchodziło w grę, sztab Korpusu postanowił poczekać do nadejścia nocy. Faktycznie odwrót rozpoczął się i dopiero następnego dnia. Wyjaśnienia wymagała bowiem przekazana przez zwiad informacja o jakiś ruchach oddziałów niemieckich w okolicach Teodorowa, co niosło groźbę ewentualnego ataku na znajdujące się w odwrocie jednostki rosyjskie.
W trakcie, kiedy trwał bój dwóch rosyjskich konnych dywizji z niemieckimi taborami, trzecia z dywizji rosyjskiego I. Korpusu kawalerii natknęła się pod Rokicinami na dywizję niemiecką, z którą rozpoczęła bój. Gdy pod wieczór Niemcy otrzymali posiłki, Rosjanie oderwali się od nich i wycofali.
Także i sztab rosyjskiej dywizji z V. Korpusu nie otrzymał żadnych rozkazów od Sztabu Armii. Wiedząc o odejściu Niemców postanowiono atakować w kierunku Olechowa, by połączyć się z dyslokowanymi tam jednostkami rosyjskimi i wejść pod rozkazy 2. Armii. Podczas tego ataku sztab dywizji otrzymał ze sztabu rosyjskiego I. Korpusu kawalerii wiadomość o toczonych walkach. Zapadła decyzja skierowania Korpusu na Brójce, by wspomóc walczących. Wykonując ten manewr dywizja – nawiązawszy kontakt z inną dywizją z I. Korpusu syberyjskiego – zmusiła Niemców do opuszczenia bez walki Rzgowa. Po zakończeniu tego manewru rosyjska dywizja otrzymała polecenie ponownego przejścia pod rozkazy rosyjskiego V. Korpusu. W związku z tym wykonała odwrót i pod wieczór 23 listopada udała się do Modlicy.
Uderzenie w kierunku Olechowa spowodowało, iż dywizja z niemieckiego
XXV. Korpusu rezerwowego mogła nie niepokojona przez Rosjan wykonać odwrót i zająć pozycje na prawym brzegu Miazgi, naprzeciw Karpina.
Natomiast dywizja z I. Korpusu syberyjskiego, walcząca na południe i zachód od Łodzi, po opadnięciu mgły i zauważeniu odejścia wojsk niemieckich przystąpiła do powolnego przesuwania się w ślad za nimi. Do zapadnięcia zmroku osiągnęła Brójce, ale nie zdołała nawiązać kontaktu bojowego z wojskami niemieckimi, które wcześniej przesunęły się w kierunku Zielonej Góry.
Sytuacja, jaka wytworzyła się w okolicy Łodzi spowodowała, iż w niemieckim Sztabie Generalnym zdecydowano o przerzucaniu z frontu zachodniego dodatkowych sił. Armie. Były to II. Korpus pod dowództwem gen. Alexandra von Linsingena, III. Korpus rezerwowy pod dowództwem gen. Hansa von Beselera, część XIII. Korpus pod dowództwem gen. Maxa
von Fabecka oraz część XXIV. dowodzoną przez gen. Friedricha von Geroka. Pomoc tę poszerzono kierując dodatkowo pod Łódź 1. Gwardyjską dywizję rezerwy.
Zanim te korpusy i dywizje mogłyby przybyć na wschód i wspomóc walczące pod Łodzią wojska, dowództwo 9. Armii musiało opanować trudną sytuację w oparciu o siły, którymi realnie dysponowało. W XXV. Korpusie rezerwowym gen. Scheffera z początkowych 26 tysięcy żołnierzy i oficerów pozostało zaledwie 3 200. Także i w pozostałych niemieckich jednostkach sytuacja nie przedstawiała się lepiej. Pomimo to, wieczorem 23 listopada gen. Scheffer rozkazał, by następnego dnia XXV. Korpus rezerwowy, wsparty przez 3. Dywizję gwardyjską zaatakował Brzeziny i nawiązał łączność z jednostkami XX. Korpusu. Do realizacji tego planu przystąpiono we wczesnych godzinach rannych.
Rankiem 24 listopada do Sztabu Frontu Północno – Zachodniego wpłynął meldunek ze sztabu rosyjskiej 5. Armii o odejściu "Grupy Scheffera". W związku z tym gen. Ruzskij rozkazał, by wszystkie armie wchodzące w skład Frontu przystąpiły do ataku. Zajmujący pozycje na linii Dąbrowa – Nowosolna – Wiączyń – Ustronie I. Korpus, przed którego frontem nie stwierdzono żadnych nieprzyjacielskich jednostek, podjął ofensywę w kierunku na Brzeziny. Taki sam rozkaz dostała dywizja z I. Korpusu syberyjskiego i dywizja z V. Korpusu, wchodzącego w skład 5. Armii. Atak tych związków taktycznych na Brzeziny miał przynieść połączenie z "Oddziałem Łowickim", odtworzenie niezbędnej łączności pomiędzy armiami 2. i 5. a 1. Armią.
W sztabie 5. Armii nie dysponowano jednakże informacją o miejscu aktualnej dyslokacji jednostek 1. Armii. Sądzono, iż "Grupa Scheffera" jest całkowicie okrążona i wystarczy zadać jej już tylko decydujący cios. Nie zdawano sobie także sprawy, jak ciężkie jest położenie 6. Dywizji syberyjskiej, walczącej w okolicach Brzezin z nacierającymi Niemcami, stąd iluzja, iż współdziałającym z I. Korpusem jednostkom 5. Armii uda się szybko wyjaśnić sytuację wojsk rosyjskich pod Brzezinami.
Gen. Plehwe zwrócił się, poprzez Sztab Frontu, do gen. Rennenkampfa o zgodę na udzielenie przez 1. Armię wsparcia jednostkom rosyjskim atakującym od południa. Jednakże Rennenkampf skoncentrowany na walkach 1. Armii pod Łowiczem nie udzielił takiego wsparcia, jakiego po nim Plehwe oczekiwał i skierował mu do pomocy tylko II. Korpus.
I Korpus kawalerii, nie dysponując informacjami o ruchach 1. Armii, został zmuszony do samodzielnego działania. Jego dowódca podjął próbę okrążenia "Grupy Scheffera", mając nadzieję na połączenie z jednostkami 1. Armii. Skierował więc jedną ze swoich dywizji do ataku na Koluszki, zaś drugą na Rokiciny. Trzecia z dywizji miała udzielić wsparcia dywizji z V. Korpusu. Rozkazy te spowodowały, że I. Korpus działał na zbyt szerokim froncie, przez co nie mógł osiągnąć odpowiedniej skuteczności bojowej. W następstwie jednej niemieckich dywizji I. Korpusu kawalerii w rezultacie walk pod Pogożalinem, Ługami i Rokicinami udało się zatrzymać dwie dywizje rosyjskie. Natomiast trzecia z dywizji rosyjskich, 6. Dywizja syberyjska została osaczona pod Łaznowską Wolą przez jednostki XXV. Korpusu rezerwowego.
Dowództwo rosyjskiego I korpusu kawalerii zdawało sobie sprawę z trudnej sytuacji 6. Dywizji syberyjskiej. Oceniono jednakże, iż uwikłany w walki Korpus nie jest w stanie jej pomóc.
Brak łączności pomiędzy poszczególnymi rosyjskimi jednostkami odbił się negatywnie na realizacji rozkazu o współdziałaniu wyżej wymienionych dywizji: z I. Korpusu syberyjskiego i z V. Korpusu. Nie posiadając wiadomości o ruchach przeciwnika, obie dywizje dopiero 24 listopada ruszyły za niemieckimi jednostkami. Dywizja I. Korpusu syberyjskiego po osiągnięciu Karpina atakowała dalej w kierunku na Borowo i Żakowice; dywizja z V. Korpusu po zajęciu Starych Chrustów atakowała w kierunku Koluszek. W trakcie ofensywy wojska rosyjskie starły się z niemiecką dywizją z XXV. Korpusu rezerwowego, 3. Dywizją gwardyjską oraz jednostkami z I. Korpusu kawalerii. Rosyjskiej dywizji z V. Korpusu udało się odrzucić Niemców i zająć Rokiciny, natomiast dywizja z I. Korpusu syberyjskiego nawiązała łączność z 63. Dywizją i tą drogą dotarł do jej dowódcy rozkaz, iż ma wykonać odwrót w kierunku Pabianic, by pod wieczór 24 listopada osiągnąć Miazgę.
Tak działając, obie dywizje nie wywarły odpowiednio mocnego nacisku na tyły jednostek wchodzących w skład "Grupy Scheffera". W rezultacie uzyskała ona swobodę działania i mogła podjąć próbę zniszczenia 6. Dywizji syberyjskiej, przez cały dzień
z determinacją stawiającej opór przeważającym siłom wroga.
6. Dywizja syberyjska została zaatakowana w nocy z 23 na 24 listopada przez próbującą wyrwać się z okrążenia 3. Dywizję gwardyjską, wchodzącą w skład "Grupy Scheffera". Rosyjska dywizja broniąca Brzezin nie sprostała przeważającym siłom wroga atakującym przez Chrusty Stare i Justynów na północ. Tej samej nocy Brzeziny zostały zajęte przez wojska niemieckie, zaś 6. Dywizja syberyjska odrzucona z dużymi stratami na wschód. Pozycję swą zdołała ustabilizować dopiero w rejonie na zachód od Jeżowa. O pilne wsparcie 6. Dywizji syberyjskiej zwrócił się do sztabu II. Korpusu dowódca "Oddziału Łowickiego".
W tym samym momencie do dowództwa I. Korpusu wpłynęła prośba o udzielenie wsparcia II. Korpusowi. Nie było to możliwe. Jednostki I. Korpusu atakowały w kierunku północno – zachodnim, mając – w warunkach odejścia 6. Dywizji syberyjskiej – zagrożoną prawą flankę. Uświadomienie sobie tego niebezpieczeństwa spowodowało wkrótce zaprzestanie ofensywy, odwrót i zajęcie umocnionej pozycji w rejonie Nowosolnej.
Także i jednostki II. Korpusu nie podjęły ataku na Brzeziny. Jego sztab jawnie uchylał się od zaryzykowania takiego zadania.
W nocy z 23 na 24 listopada niemiecka 3. Dywizja gwardyjska utraciła łączność
z dowództwem XXV. Korpusu rezerwowego. Mimo to jej dowódca postanowił samodzielnie zaatakować Brzeziny. Podzielił dywizję na dwie kolumny. Prawa po północy obeszła północny skraj lasu, niedaleko Gałkówka, a następnie po obejściu z zachodu Małczewa doszła do Brzezin. Natomiast lewa kolumna, także około północy obeszła ze wschodu Gałkówek i podeszła do Brzezin w tym samym czasie, co kolumna prawa. Połączywszy się, obydwie kolumny rozpoczęły atak na miasto i wyparły z niego 6. Dywizję syberyjską.
Zdobycie Brzezin pozwoliło Niemcom na kontynuowanie próby połączenia się z jednostkami XX. Korpusu, a przez to definitywne oddalenie groźby okrążenia. Starając się wypełnić postawione zadanie, jednostki niemieckie przystąpiły do ataku na Koluszki. Możliwość połączenia XXV. Korpusu rezerwowego z XX. Korpusem stawała się coraz realniejsza.
Pozbawiony wsparcia jednostek I. Korpusu, dowódca stacjonującego na rubieży Koźle – Stryków – Imielnik rosyjskiego II. Korpusu postanowił samodzielnie zablokować wyjście niemieckich jednostek.
Utrzymujący przeciwko niemu front gen. Mackensen, licząc się z możliwością rosyjskiego uderzenia na wychodzącą z okrążenia "Grupę Scheffera", podjął decyzję o przejściu z obrony do ataku. Części jednostek niemieckiego I. Korpusu rezerwowego rozkazał uderzyć na tyły Rosjan, zaś XX. Korpusowi polecił, by przy współpracy z jednostkami XVII. Korpusu, uderzył frontalnie. W wypadku sukcesu, w miarę możliwości zamierzał obejść Rosjan od południa. W rezultacie rosyjski II. Korpus musiał stawić czoła natarciu wojsk niemal trzech korpusów niemieckich.
W pierwszej fazie starcia, 24 listopada Rosjanom udało się zająć Dobieszków. Jednakże przewaga niemieckich wojsk skupionych na lewej flance XX. Korpusu pozwoliła zniwelować krótkotrwałe rosyjskie powodzenie. Atak od strony Białej zmusił jedną z dywizji wchodzących w skład rosyjskiego II. Korpusu do odwrotu na linię Władysławów – Dębliny. Starając się przykryć prawą flankę, dowództwo Korpusu skierowało dodatkowe siły celem jej zabezpieczenia. Niemcy zorientowawszy się jak słabymi siłami dysponują Rosjanie rozpoczęli atak od strony Piątku i Waliszewa, co zagrażało tyłom Korpusu. Chcąc uzyskać całkowitą przewagę nad wojskami rosyjskimi, dowództwo niemieckie zdecydowało się uderzyć na całej linii. Atak ten załamał się dopiero w fazie walki wręcz, na bagnety, w której wyniku Rosjanom udało się utrzymać zajmowane pozycje.
Duża przewaga niemiecka zmusiła dowództwo II. Korpusu do pośpiesznego przygotowania odwrotu przez Głowno. Bojąc się, iż w momencie jego wykonywania Niemcy uderzą od północy, gen. Czurin podjął decyzję, by częścią jednostek zabezpieczyć linię Stryków – Dobieszków, podczas gdy pozostałe wykonały odwrót na południe, przez Bartoszewice na Julianów. W chwili rozpoczęcia manewru okazało się jednakże, iż jego wypełnienie nie będzie możliwe. Zajęcie przez Niemców Brzezin odcięło bowiem tę drogę odwrotu.
Nie otrzymując znikąd pomocy oraz nie widząc żadnego dobrego wyjścia z zaistniałej sytuacji, gen. Czurin postanowił wykonać nocny odwrót w kierunku wschodnim, za rzekę Miazgę. W wypadku sukcesu, II. Korpusowi udałoby się wyjść cało z okrążenia, w jakim się znalazł. Manewr odwrotu rozpoczął się 24 listopada około godziny 19–tej.
W wyniku forsownego, całonocnego przemarszu Rosjanom udało się wyjść z okrążenia i uratować jednostkę przed całkowitym zniszczeniem. W skali frontu była to jednak dotkliwa porażka, bowiem odejście II. Korpusu umożliwiło niemal już skazanej na klęskę "Grupie Scheffera" połączenie się z pozostałymi niemieckimi jednostkami.
W ten sposób kończył się etap walk, który juz po zakończeniu, jak ją wówczas nazywano, Wielkiej Wojny oraz w latach hitleryzmu będzie wykorzystywany z całą bezwzględnością w celach propagandowych.
Tuz po wojnie propaganda wykorzysta go w celu "podniesienia morale" a w latach narodowego socjalizmu "ku chwale niemieckiego oręża".
Należy jednakże zaznaczyć, iż bezdyskusyjnie niewątpliwy sukces militarny Niemców miał swe podłoże nie tylko w umiejętnie wykorzystywanej taktyce lecz również w umiejętnym wykorzystywaniu działań lub raczej ich braku, przeciwnika oraz, co nie jest bez znaczenia, w pogodzie, która sprzyjała w tych okolicznościach Niemcom.

Powrót